Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 26 marca 2012

Nasze piosenki :)

Rodzice przypisali nam odpowiednie do naszych imion piosenki i na przykład o mnie śpiewają tak: " Francek kabancek florek omade omade omadeo deo riki tiki deo deo riki tiki one two three." A o Amelce śpiewają tak: " A Mela Mela Mela Mari, Mela Mari, Mela Mari, a Mela Mela Mela Mari, Mela Mari i już."Zabawni Ci nasi rodzice prawda? Ciekawe co jeszcze wymyślą :)?

NAPISAŁ FRANEK

niedziela, 25 marca 2012

Troskliwy braciszek :)

Siedzimy z mamą i Amelką w pokoju gościnnym nagle za ścianą słychać wiercenie, podbiegam do przerażonej Amelki i mówię: " Amelunia, boisz się wiercenia? Nie bój się. Za chwilę pojedziemy do babci Bronki i Halinki, a tam nie będzie słychać wiercenia." i tulę ją. Wiecie ja bardzo kocham swoją siostrzyczkę, choć przyznam, że czasami mnie denerwuje szczególnie wtedy, gdy przez jej płacz nie słyszę bajki, wtedy wołam mamę i proszę, by ją zabrała. Od czasu do czasu zwracam rodzicom uwagę żeby uważali na Melunię np. mówię: "mamusiu uważaj żeby Ci ona nie spadła", " mamusiu, a dobry deserek jej dajesz?, będzie jej smakować?". Gdy przychodzi z rehabilitacji to pytam ją: " a płakałaś?", gdy się jej uleje to szybko biegnę po pieluszkę tetrową i wycieram ją lub wołam mamę. Wącham ją i sprawdzam, czy czasem nie zrobiła kupy, a jak śmierdzi to biegnę do rodziców i mówię im o tym. Jak płaczę to pytam ją: " Co, potrzebujesz mamusi, tatusia?". Jak mama Melkę usypia to staram się być cichutko, chodzę na paluszkach i mówię szeptem. Przyznam się jednak, że mam takie dni, że swoim zachowaniem budzę Amelunkę za co przepraszam. Wiecie już nie mogę się doczekać, kiedy będę się bawić z siostrzyczką, cóż na razie to ja ją zaczepiam, rozśmieszam, bawię się jej rączkami i nóżkami, zresztą sami wiecie jak to jest z takimi maluchami one nie potrafią się bawić ciekawie tak jak ja :). Mama mówi, że ani się nie obejrzę, a Melka będzie za mną biegać, hmm to dopiero będzie się dziać.

NAPISAŁ FRANEK

sobota, 24 marca 2012

Kocham Cię słodziutko..... :)

Tańczący JA :), taki jestem zawsze w ruchu pełen uśmiechu i wigoru.

Ostatnio zrobiłem się bardzo uczuciowy, potrafię ze sto razy powiedzieć mamusi jak bardzo ją kocham " mamusiu kocham Cię najbardziej na świecie", " mamusiu kocham Cię słodziutko", " kocham Cię jak wałek" :), dobre co hihi , "kocham Cię jak kwiatuszek", później mocno ją przytulam. Często mama pyta: "Franuś, a jak mocno mnie kochasz?", wtedy podbiegam do niej i mocno ją obejmuję :). Ostatnio mama jest troszkę smutna, zmartwiona i czasami jest podenerwowana, ale ja swoją czułością, minką, słowami potrafię ją pocieszyć wtedy zapomina o problemach i uśmiecha się .Dzisiaj sama powiedziała mi synuś przytul mnie, bo tak bardzo mi smutno, ja bez namysłu podbiegłem do niej i przytuliłem ją najlepiej jak tylko umiałem. Powiem Wam nie lubię, gdy rodzice są smutni lub podenerwowani, ale gdy tak jest, uświadamiam ich w tym, że tak nie wolno się zachowywać, że chcę żeby byli zawsze uśmiechnięci i choć nie jest to dla nich łatwe uśmiechają się i wszyscy się tulimy. Mama również przeprasza mnie za ich zachowanie i stara się mi wytłumaczyć dlaczego są z tatusiem smutni i zmartwieni, ja słucham jej, ale nie do końca wszystko rozumiem.
Na koniec dodam, że kocham oczywiście mojego tatusia babcie Bronkę, Halinkę i Krysię oraz Amelkę, którą mimo iż daje nam mocno popalić i jest małą terrorystką, kocham i szepczę jej do uszka " Ty moja Amelunko".

NAPISAŁ FRANEK

środa, 14 marca 2012

Nie podjadaj, nie ....:)

Dzisiaj napiszę kolejną śmieszną rozmówkę, ale tym razem z mamą.
Siedzę z mamą na kanapie i jem ryż prażony.
FRANEK:
Mamo nie podjadaj mi, nie rób tak.
Tatuś mi zawsze podjada.
Nie ucz się tak
.
Wiecie mój tato bardzo lubi słodycze i często podjada mi je, a później zaprzecza hihi, że to nie on i wmawia mi, że pewno to ja je zjadłem. Kiedyś zjadł mi czekoladę, którą dostałem od cioci Uli. Fakt, że przypomniałem sobie o jej istnieniu dopiero po tygodniu i z tego względu jej brak można jakoś usprawiedliwić. Powiem Wam, że od razu domyśliłem się, gdzie ona jest, a raczej w czyim brzuszku wylądowała. Poprosiłem zatem mamę, żeby zadzwoniła do taty, bo chciałem go zapytać, czy czasem nie wie gdzie zapodziała się poszukiwana czekolada. Tata najpierw zaprzeczył, ale później hihi się przyznał że to on ją zjadł, tłumaczył się, że było mu jej szkoda, bo tak leżała na półce i marnowała się. Koledzy w pracy podsłyszeli naszą rozmowę i śmiali się z niego. Ja natomiast po skończonej rozmowie oznajmiłem mamie, że trzeba jechać do cioci Uli :). Tata na drugi dzień kupił mi czekoladki jako przeprosiny :).

NAPISAŁ FRANEK