No i wreszcie wróciłem do przedszkola po długiej chorobie, nie było to łatwe, ale dałem radę. W środę zaprowadziła mnie tam mama z Melką, w szatni przywitała mnie pani Bożenka pomoc kuchenna, która oznajmiła, że bardzo się cieszy, że już wróciłem po tak długiej nieobecności. Później przywitała mnie moja pani Justynka, która również powiedziała, że bardzo się cieszy z mojego powrotu. Mama odprowadziła mnie na górę do sali, zamieniła kilka słów z panią, która poinformowała ją o lekcji otwartej, wigilijce, dniu babci i dziadka oraz baliku :), powiedziała też, że od listopada dwa razy w tygodniu dzieci mają język angielski oraz ćwiczenia korekcyjne i zajęcia z logopedą raz w tygodniu. Powiem Wam, że na początku było mi smutno, że mama poszła i zostawiła mnie, ale później szybko się rozkręciłem i nie było tak źle. Wczoraj i dzisiaj miałem zajęcia z języka angielskiego i pochwalę się Wam, że nauczyłem się liczyć do 10. Rodzice byli pod wrażeniem i nie umieli uwierzyć, że dopiero dwa razy miałem lekcje, a już tyle potrafię. Dzisiaj przyszedł do nas Mikołaj i rozdawał nam prezenty. Każdy musiał podejść do niego i zabrać swój prezent, ja oczywiście ładnie podziękowałem i dumny jak paw wróciłem z prezentem pełnym słodyczy do mojej grupy. Gdy przyszedł po mnie tata, to pochwaliłem się, że dostałem prezent. Meli było troszkę smutno, że ona nic nie dostała, ale ja się z nią podziełem słodyczami, tyle, że najpierw sprawdziłem, czy była grzeczna :) i o to zapytałem tatę, który stwierdził, że zasługuje ona na jakąś słodkość. Cieszę się, że jak na razie jestem zdrowy i mogę chodzić do przedszkola, mam nadzieję, że tak już zostanie.
Łączna liczba wyświetleń
piątek, 6 grudnia 2013
poniedziałek, 2 grudnia 2013
sobota, 30 listopada 2013
Nuda
Czas choroby to czas pełen nudy, nie można wychodzić na dwór, wyjeżdżać na wycieczki, do znajomych, na basen, czy do figloraju, nawet pójście do sklepu jest problemem. Rodzice i babcie starają się jak mogą byśmy się nie nudzili i nie siedzieli przed telwizorem i komputerem. Gdy jesteśmy z mamą, to powiem Wam, że w domu jest głośno, zabawnie, mama wymyśla różne zabawy, to tańczy z nami przy szalonej muzyce, to ćwiczy i uczy nas różnych nowych ćwiczeń, to wozi nas na kocu po całym mieszkaniu, to bawimy się w ciuciubabkę, chowanego, to przebieramy się śmiesznie, rysujemy farbami, kredkami, lepimy ludziki z plasteliny, szyjemy guziki, kartki, śpiewamy, robimy różne postacie z papieru i nie tylko. Wycinamy różne rzeczy potem tworzymy z nich obrazki, pomagamy mamie sprzątać. A gdy Melka śpi mama poświęca cały ten czas na zabawę tylko ze mną :). Babcie również cały swój wolny czas poświęcają tylko nam. Ja jednak przyznam się bywam niezadowolony, marudny, często narzekam na nudę i męczę tym mamę i innych. Mamie jest przykro, gdy taki jestem, bo ona stara się by nasz dzień był mimo wszystko fajny. Ostatnio stałem się obrażalski, często mam tak zawanego focha :(, podnoszę głos, krzyczę po Meli i nie tylko :(, mówię brzydkie rzeczy, nie wiem, co jest tego powodem, ale rodzicom jest smutno i gdy taki jestem to czasem nie wytrzymują i wybuchają, za co później przepraszają, ale cóż po części mają rację, bo powinienem być wdzięczny, że mimo wielu spraw, które mają do zrobienia, poświęcają swój czas nam.
piątek, 22 listopada 2013
Powrót ospy :(
Dzisiaj rano tata, zarejestrował mnie do pani doktor, bo musiałem pójść do kontroli, ale wizytę miałem dopiero o godzinie 17, więc spokojnie czekałem aż mama przyjdzie z pracy. Gdy mama wróciła i zaczęła ubierać Amelkę zuważyła na jej szyi bąbelki, zerkła na brzuch i plecy i wszystko było jasne, Amelka zaraziła się ode mnie ospą. Cóż trzeba było ją również zarejestrować, a że było już późno, pielęgniarka w rejestracji nie była chętna, by moją siostrzyczkę zapisać na wizytę, tłumaczyła to tym, że dzisiaj lekarka ma dużo pacjentów. Mama bardzo się zdenerwowała i powiedziała, że co w takim razie ma zrobić z dwuletnim dzieckiem z ospą w piatek wieczorem, zadała jej pytanie, czy ma iść do prywatnego lekarza. Pielęgniarka, nic już nie mówiąc, zarejestrowała Amelkę i po chwili znaleźliśmy się w gabinecie pani doktor, która stwierdziła, że ja to jeszcze do przedszkola nie mogę iść, bo mam brzydkie strupy na całym ciele, a u Melki stwierdziła ospę powiedziała, że bąbelki ma nawet w buzi, przepisała jej lekarstwa i cóż zobaczymy jak Amelka przejdzie tę ospę łagodnie, czy też nie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)