Chociaż pogoda nie bardzo daje znać, że już wiosna my pierwsze spacery i zabawy na placu zabaw mamy już za sobą. Sami zobaczcie :)
Łączna liczba wyświetleń
sobota, 23 marca 2013
czwartek, 21 marca 2013
Zgubiłem róg...
Kiedy się urodziłem rodzice kupili mi niebieski, mięciutki kocyk, którego pokochałem i zawsze idąc spać musiałem go mieć przy sobie i tak jest aż do dziś. Powiem Wam, że nie służy mi on do okrycia, ale do zaśnięcia. Co wieczór szukam mojego rogu kocyka i ciągle jest to ten sam róg, wkładam go między swoje paluszki i przebieram nimi w charakterystyczny sposób. Pozwala mi to się wyciszyć, poczuć się bezpiecznie i spokojnie zasnąć. Gdy się przebudzę w nocy i idę się na przykład załatwić, to ciągnę kocyk za sobą. Rodzice i babcie śmieją się ze mnie, bo to wygląda bardzo zabawnie. Kto zna bajkę " Dobranocny ogród" to zna również IGIPIGLA, który podobnie jak ja, wszędzie wędruje ze swoim czerwonym kocykiem, mama mówi, że ze mnie to taki mały IGIPIGIEL.
Opowiem Wam teraz coś zabawnego, a mianowicie, gdy pewnego wieczoru mama przyszła mnie pocałować na dobranoc i położyć się na krótką chwilę przy mnie, przez przypadek zahaczyła o mój kocyk i wyrwała mi go z ręki. Ja wtedy powiedziałem : " mamo przez Ciebie zgubiłem swój róg i jak teraz zasnę" mama uśmiechnęła się i podała mi róg kocyka, a ja na to: " mamusiu to nie ten " i zrobiłem się bardzo smutny, ale po chwili podała mi kolejny i dotykając go paluszkami wyczułem, że to ten, mój wyjątkowy róg :). Kocham swój stary, przybrudzony, zmechacony, niebieski kocyk.
sobota, 23 lutego 2013
Choróbsko :)
No i pojechaliśmy do prywatnego pediatry, gdyż kaszel nie przestawał nas męczyć, a leki pani doktor z przychodni nic nie pomagały. Mama pojechała z nami sama, gdyż tata musiał iść do pracy, po drodze zabrała prababcię Bronkę, która pomogła jej w opiece nad nami podczas wizyty u lekarza. Pan doktor zbadał nas i przepisał leki, niestety ja dostałem antybiotyk, gdyż mój kaszel był już bardzo zaawansowany, dostaliśmy syropy i krople do nosa. Powiem Wam, że dzisiaj czujemy się już całkiem nieźle. Rodzice cieszą się, że zdecydowali się na prywatnego lekarza, bo niewiadomo jak by się to wszystko skończyło.
wtorek, 19 lutego 2013
Choróbsko :(
Od niedzieli dopadło nas ciężkie choróbsko. W poniedziałek byliśmy u lekarza, który zbadał nas i stwierdził, że to jakiś wirus. Przepisała pełno niedobrych leków, po których Mela wymiotuje i zwraca wszystko co zje, a ja nie chcę ich brać do ust, ale mama mimo wszystko jakoś stara się bym je przyjął. Okropny kaszel, katar, gorączka, ból głowy męczy nas już kolejny dzień i nie ma żadnej poprawy. Dusimy się wydzieliną z nosa, nie mamy apetytu, jesteśmy słabi i nie mamy ochoty na nic. Ja dzisiaj byłem tak słaby, że sam powiedziałem mamusi, że chcę już iść spać, nawet nie miałem siły umyć zębów, mama przyniosła mi szczoteczkę do łóżka. Katar dalej męczy, z nosa leci nam jak z kranu, a kaszel jest tak donośny, że mama z tatą jak nas słyszą to są przerażeni. Nie potrafimy spać spokojnie budzimy się co jakiś czas i dusimy się, nie pomagają kremy inhalacyjne i kropelki do nosa. Jeśli nam nie przejdzie, to mama chce jechać z nami do prywatnego pediatry, bo boi się, że to coś poważnego. Jeszcze żadne z nas do tej pory tak nie chorowało jak obecnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)